Emmett to jeden z tych wyjątkowych kotów, które nie tylko towarzyszą człowiekowi – on naprawdę chce być blisko. Całym sobą. Niesamowicie miziasty, otwarty i spragniony kontaktu, każdego dnia udowadnia, jak wiele radości może wnieść do czyjegoś życia – swoją obecnością i czułością.
Jego historia nie zaczęła się jednak łatwo. W połowie lutego zgłosiła się do nas Dobra Dusza, która podczas mroźnego spaceru znalazła skulonego, wycieńczonego kota. Nie zawahała się ani chwili – zabrała go do domu i od razu ruszyła do weterynarza. Tam okazało się, jak wiele Emmett już przeszedł… a do tego wynik PCR potwierdził FIV+. Jego stan był bardzo ciężki. Dzięki temu, że ktoś nie pozostał obojętny, dostał swoją szansę – i tak zaczęła się jego nowa, lepsza droga.
Dziś Emmett to niezwykle dzielny i miziasty kot, który mimo trudnych doświadczeń nie stracił zaufania do ludzi. Wręcz przeciwnie – szuka ich obecności, ciepła i uwagi, jakby chciał nadrobić wszystko to, czego wcześniej mu brakowało.
A skąd jego imię? Gdy został znaleziony, jego zmierzwione futerko – każdy włosek w inną stronę – ten lekko „szalony”, a jednocześnie przejmująco smutny wygląd przywiódł na myśl doktora Emmetta Browna z „Powrotu do przyszłości”. Jakby naprawdę zgubił się gdzieś w czasoprzestrzeni. Na szczęście – teraz jest już bezpieczny.
Na ten moment Emmett jest jedynakiem w domu tymczasowym, jednak jego cudowny charakter i łagodne usposobienie pozwalają nam wierzyć, że dobrze odnalazłby się zarówno wśród kotów, dzieci, jak i być może także psów. Wygląda na kocura, który ma w sobie ogrom miłości - nie tylko do ludzi, ale i do innych zwierząt. Potwierdzają to nie tylko nasze spostrzeżenia, ale też odczucia Dobrej Duszy, która go znalazła.
Jedno jest natomiast pewne: to przekochany kocur, którego ilości czułości po prostu nie da się opisać słowami. A za dom, który podaruje mu bliskość, spokój i miłość, odda całe swoje serce - i jeszcze więcej!
Wymagamy zabezpieczenia okien i balkonu/tarasu zgodnie ze standardami Fundacji. Nie wydajemy kotów do domów wychodzących.
