Kostek, pieszczotliwie, zwany Kostek-Gostek, to duży, zdrowy i pełen kociej Mocy kocur. Z racji swojej historii wymaga chwili, by zaufać nowemu człowiekowi, ale gdy już to zrobi, to okazuje swoją przekochaną naturę w pełnej krasie: barankuje, liże, dopomina się głaskania, wywala na plecki i rozciąga na dwa metry. To kot, który chce zostać twoim przyjacielem, byle miska była pełna i by mieć dla niego chwilę.
Miał dużo zawirowań w życiu. Jako koci szkrab szalał w Fundacji z gipsem na łapie. Potem trafił do domu adopcyjnego, gdzie było fajnie, ale się skończyło, bo ludzie okazali się nieodpowiedzialni. Trafił do kolejnego domu i stamtąd został wyrzucony. Ktoś bez serca pozbył się tego miziaka. Złapany z raną głowy, gdy dzielnie radził sobie na wolności, dzięki czipowi trafił znów do naszej Fundacji. Po ośmiu latach! I dalej jest słodkim barankiem, Kostusiem, Piekarzem i Ciastkiem, który ugniata kocyk, dopominając się głasków. Nie kombinuje, nie dominuje, nie wymusza, po prostu sama czysta kocia miłość, byle dać mu czas na oswojenie i zaufanie. Aż żal, że taki kot nie ma jeszcze swoich Własnych, Prywatnych Ludzi na Stałe.
Odnalazł się z w domy tymczasowym z kocią seniorką, bo choć to kawał kota (5 kg!), choć łapy wielkie i pełne mocy (do ugniatania), to nie ma w nim ani grama wrogości.
Kostek docenia proste przyjemności: zimno, to siedzi pod kocem; ciepło, to na słońcu. Zakłócanie mu spokoju może spowodować burczenie, ale to normalne, że każda istota wyznacza swoje granice – ważny jest tu wzajemny szacunek i zrozumienie. Leżenie jest ważne, spokój jest ważny, miska jest ważna, głaskanie jest ważne i ze sportów kocich – ciasteczkowanie na całego.
Wymagamy zabezpieczenia okien i balkonu/tarasu zgodnie ze standardami Fundacji. Nie wydajemy kotów do domów wychodzących.
